piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 5



Na miejscu byłam po około pół godzinie, zaparkowałam na pobliskim parkingu i ruszyłam w stronę jeziorka.  Kilka minut później w tłumie ludzi, zauważyłam znajomą, brązową czuprynę, która należała do Wood’a. Przywitaliśmy  się uściskiem, po czym ruszyliśmy w stronę parkingu, a następnie pojechaliśmy do galerii handlowej, w której znajdowało się kino. Wybraliśmy  film pt. „The Kings of Summer”, kupiliśmy przekąski i zajęliśmy miejsca w ostatnim rzędzie. Świetnie się bawiłam w jego towarzystwie, straciliśmy poczucie czasu i wyszliśmy z budynku galerii po pięciu godzinach. Później poszliśmy do Starbucks’a napić się kawy i coś zjeść. Byliśmy właśnie przed wejściem, gdy podeszły do nas dwie, około dziesięcioletnie dziewczynki.
-Dzień dobry.-powiedziały obie w tym samym czasie.
-W czym możemy wam pomuc?-zapytałam, szeroko się uśmiechając.
-Czy mogły byśmy dostać autografy Lariso? Prosimy.
-Dobrze, gdzie mam się podpisać?
                Dziewczynki podały mi dwa małe notesiki z motywem zebry i pantery. Jedna miała na imię Zara, a druga Kinga, zadały mi kilka pytań po czym odeszły, a my weszliśmy w końcu do budynku. Zajęliśmy stolik w głębszej części lokalu, po czym złożyliśmy zamówienia i zagłębiliśmy się w dalszą rozmowę. Kilka minut później dostałam już swoją sałatkę oraz kawę, a Cole kanapkę i mrożoną herbatę, po czym zajęliśmy się jedzeniem.

-Nie długo będę musiał się zbierać, rodzinka przyjeżdża w odwiedziny.-powiedział, krzywiąc się.
-Nie mogą być, aż tak źli.
-Są nawet gorsi niż sobie możesz wyobrazić, właśnie dla tego nie mam dziewczyny, ostatnio jak jakąś miałem, to po spotkaniu z nimi znalazła sobie innego.
-Jak któraś naprawdę będzie cię kochać, to wytrzyma wszystko. Najwyraźniej jeszcze na taką nie trafiłeś, ale masz jeszcze sporo życia w zanadrzu. Kiedyś ją znajdziesz, na pewno.-rzuciłam, uśmiechając się do niego krzepiąco.
                Po chwili Cole dostał wiadomość od mamy, że są już na lotnisku. Chciałam go podwieźć, ale stanowczo odmówił, więc po pożegnaniu z nim pojechałam do domu chłopaków. Zaparkowałam na wcześniejszym miejscu, w garażu, po czym ruszyłam do drzwi frontowych i weszłam do salonu, gdzie siedziało sześciu chłopaków.

-Hej Anna, czemu wyszłaś sama? Miałaś być cały czas pod moją opieką, a jakby coś ci się stało?-zapytał Daniel, podchodząc do mnie.
-Oj nie przesadzaj, byłam ze znajomym na kawie i tylko raz podeszły do mnie fanki. Co mogły mi zrobić dwie dziesięciolatki?-rzuciłam z łobuzerskim uśmiechem, który niesamowicie na niego działał. Skąd wiem? Kiedyś mi to powiedział.

-Nie rób tego więcej.-a po chwili nachylił się przy moim uchu-Martwiłem się o ciebie.
                Spojrzałam na niego zadziornie i przeciągając ręką po jego klatce piersiowej, powiedziałam zmysłowo „obiecuję”, po czym ruszyłam w stronę schodów, kręcąc tyłkiem. Będąc już w pokoju, wzięłam czyste ubrania i poszłam wziąć prysznic. Odświeżona ubrałam się, umalowałam i zeszłam do salonu, gdzie siedzieli chłopcy. Nie było miejsca, więc siadłam sobie na kolanach Daniela, rejestrując niezadowoloną minę Harry’ego. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Przecież mówiłam mu, że nie gustuję w mężczyznach, ale on cały czas nie odpuszcza. Jak tak dalej pójdzie, to w końcu coś mu powiem i to nie będzie miłe. Siedzieliśmy tak do godziny 22:54, kiedy to postanowiłam się położyć, więc szybko rzuciłam do wszystkich „dobranoc” i poszłam do sypialni. Ubrałam piżamę i wskoczyłam do wygodnego łóżka, po chwili usnęłam.
                Obudziły mnie czyjeś pocałunki, składane na mojej twarzy, od razu pomyślałam o Styles’ie.  Poruszyłam się, mruknęłam, a chłopak wpił się zachłannie w moje usta. Szybko odepchnęłam go, strzeliłam z liścia w policzek i przyjrzałam uważniej. Okazało się, że to nie Loczek lecz Daniel przyszedł do mnie o tak późnej porze.
-Wybacz, myślałam, że to Hazza. Od początku mi nie daje spokoju, przepreszam.
-Spokojnie, przyjmę przeprosiny, ale nie ot tak.
                Popchnął mnie na łóżko, wpił w moje usta i gładził  brzuch pod koszulką. Oddawałam pocałunki z taką samą żarliwością, gładziłam jego plecy i klatkę piersiową. Po chwili leżeliśmy już bez koszulek, jedną ręką zajmował się piersiami, a drugą przeniósł na moje pośladki.  Kilka minut później leżeliśmy oboje całkowicie nadzy, pieściliśmy nawzajem swoje ciała. W pewnym momencie z ust mojego kochanka wyrwał się głośny jęk.
-Daniel, musimy być cicho, żeby nikt nas nie usłyszał, nie jesteśmy w hotelu.
                Chłopak tylko pokiwał głową i wrócił do całowania mojej szyi. To nie był pierwszy raz gdy uprawialiśmy sex, często tak odreagowaliśmy po męczącym i stresującym dniu w pracy. Taki sex bez zobowiązań nam odpowiadał, żadnych związków tylko czysta przyjemność. Po pewnym czasie, gdy już oboje byliśmy wykończeni i zaspokojeni, Daniel wrócił do swojego pokoju, a ja s powrotem odpłynęłam do krainy morfeusza.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz